Historia pewnej przyjaźni Wyróżniony

Historia pewnej przyjaźni

Życie jest niesamowite i nieprzewidywalne. Stawia na naszej drodze osoby, które trwale zakorzeniają się w naszym sercu tworząc nierozerwalną więź.



Sprawia, że otaczamy się ludźmi, którzy nas inspirują, wspierają, ale gdy trzeba potrafią sprzedać solidnego kopniaka, by otrząsnąć i z innej perspektywy spojrzeć na życie dając gwarancję, że obok Ciebie jest ktoś, kto czuwa i wspiera.
Taka jest właśnie prawdziwa przyjaźń. Z jednej strony troskliwa, a z drugiej konkretna.

Ten tekst dedykuję mojej kochanej, szalonej Weronice, która pozytywnie namieszała w moim życiu. Kochana jestem prawdziwą szczęściarą, że mam Ciebie :)

,,Gdy upadniesz pamiętaj, że podniosę Cię – jak tylko przestanę się śmiać” - i tak właśnie jest. Zawsze będę przy Tobie, pozwalając i akceptując naturalne, niczym niewymuszone gesty i sytuacje. Bo nie ma nic piękniejszego niż szczera, prawdziwa przyjaźń. Na powyższy cytat trafiłam całkiem przypadkiem i od razu pomyślałam o Weronice. Bo w sumie nasza przyjaźń miała pewną prześmieszną przygodę, do której te słowa są idealnie dobrane. Ten cytat wzbudza we mnie same pozytywne emocje i wspomnienia.

Z Weroniką mamy niesamowity kontakt, nie możemy się ,,nagadać” i z utęsknieniem czekamy na spotkania. Poznałyśmy się w plenerze podczas robienia reportaży dla konkurencyjnych firm. Obie uwielbiamy robić zdjęcia. Połączyła nas wspólna pasja. Przyznam się, że na początku naszej znajomości nie wiedziałam, w którym kierunku to wszystko pójdzie, ale byłam pewna, że los ma dla mnie wielką niespodziankę.

Taką oto cudowną niespodzianką okazała się dla mnie Weronika. Połączyła nas niesamowita więź, która z każdym rokiem staje się coraz silniejsza. To przyjaźń nie narzucająca niczego, akceptująca wybory, wspierająca i dająca pozytywnego kopa. Ma dla mnie ogromną wartość i jest niezwykle ważna w moim życiu.

Ten tekst postanowiłam napisać z kilku powodów, ale żeby było śmieszne to jednym z nich jest przetoczony wcześniej cytat :) ,,Gdy upadniesz pamiętaj, że podniosę Cię – jak tylko przestanę się śmiać”. Jak go przeczytałam, to nie mogłam opanować śmiechu. Przypomniała mi się sytuacja, która doskonale odzwierciedla jego treść. Chcecie poczytać o tym?

Późne popołudnie. Szaro, buro na zewnątrz. Razem z Weroniką jedziemy na wernisaż do muzeum. Trzeba zrobić solidny materiał, a my, gdybyśmy mniej gadały i wyruszyły o czasie, to z pewnością nie byłybyśmy spóźnione. Oczywiście okazało się, że jak zwykle będziemy na styk. Weronika zaparkowała samochód, dokonała płatności za postój, delikatnie włożyła bilecik za szybę i... TRACH. Odwraca głowę, rozpędzając się niczym lokomotywa  wali głową prosto w stojący na chodniku znak. I czyja w tym wina? Przecież on stał sobie na swoim miejscu i co mu do tego, że Weronika przydzwoniła. Tak mocnego uderzenia dawno nie słyszałam, no poza dzwonami na wielkanocną rezurekcję w kościele. Ona trzasnęła, znak zatrząsł się, a ja? Siadłam na chodniku i nie mogłam opanować śmiechu. Łzy niczym fale napływały mi do oczu. I ja się pytam co ze mnie za koleżanka, która zamiast ratować sytuację, zachować powagę nie może opanować chichotu? Uwierzcie mi, chciałam, ale nie dało rady. Obie pękałyśmy ze śmiechu. Do dzisiaj jak tylko wspominamy tą sytuację to nie możemy opanować śmiechu. Co najlepsze, to zaraz po tym trzeba było iść zrobić wywiad. Tak na marginesie to nie mam pojęcia co pomyślał o nas dyrektor muzeum, bo podczas zadawania mu pytań chichrałyśmy się pod nosem. Nie dało się inaczej. Pytasz, próbujesz skonstruować w głowie solidne i konkretne pytanie, a naprzeciwko ciebie stoi przyjaciółka plus pulsujący na jej głowie guz :)

W drodze na Rawki w Bieszczadach


Tak jest właśnie ta nasza przyjaźń. Szalona, nieprzewidywalna, naturalna, tocząca się po właściwych torach.


Mam nadzieję, że macie w swoim życiu takie osoby. Dobrze jest otaczać się ludźmi, którzy nas inspirują, dzielą nasze pasje, zarażają pozytywami. Niesamowite i piękne jest wspólne poznawania świata, podróżowanie. My z Weroniką (o ile praca zawodowa tylko na to pozwala) jeździmy w góry. I tu muszę zaznaczyć, że jadąc ze mną w góry ma ona niezły bigos, bo ja na góry reaguję w dość nietypowy sposób. Jakoś nie potrafię okiełznać swojej radości i czasem wybucham niekontrolowanym śmiechem, coś tak nucę pod nosem, a ona dzielnie to znosi :)

Cieszę się, że powstał ten tekst. Jestem prawdziwą szczęściarą, bo na mojej drodze stają fantastyczni ludzie. Dobrze Was mieć :)

Ania :)

Więcej w tej kategorii: « Kreatywne kobiety w sieci

REKLAMA

Fotograf Jasło

Dodaj komentarz